Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rekomendacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rekomendacja. Pokaż wszystkie posty

4.09.2018

Magnetic capitol in my eyes


This will be a very personal, subjective description. You should know that I'm not a fan of big metropolises, and I came to the capital and the largest city in Ukraine. I wasn't a lonely tourist, lost in in the crowd, which greatly facilitated me getting to know this area. But I found quite nice places in this big-city noise. 

Good wishes 


Kiev loves monuments. I can say - literally - huge buildings, also a river, large parks, wide streets with speeding drivers and a sleeping district with lots of apartments, thousands!



Sleeping district on Sunday noon
Architecture - I liked the amazing finesse of buildings most. Some looked as if the architect was surprised that his apartment building was too small, so from time to time he decided to "add" another cubature. If it were not too boring, the fragments had different shapes: octagonal or more round. Example below.  

Looks like built-in crown on the roof 

Also, I paid attention to diversity: the combination of houses from the beginning of the 20th century against the background of an industrial skyscraper - why not? To make it more fun, you could come across graffiti from time to time. 



Contrast?

Mother Motherland (Rodina-Mat)* is a perfect example of monument. It has a height of 102 meters with a plinth. Interestingly, you can come to her mind to admire the panorama of the city, but ... I was not given it, although we tried it three times. 
1. I had a dress and you need pants because of special braces. 
2. It was Saturday, the queue was too long. 
3. It was Sunday and it got too warm, so my mother's head was overheated. But as my friend said, I will have (at least one) reason to go back to Kiev. 

*I did not even take a picture of her, since she was not kind to me! But you can goole it easly ;).

2nd Combination old and new 
Another unforgettable place was Landscape Avenue about which I could write poems. A playground for children with sculptures, stylized nooks and crannies from Alice in Wonderland is impressive. This is a small operation in total: the construction of funny sculptures lined with mosaics but makes a huge impression. A park where you can drink wine and relax after a hard week. It was one of the most pleasant places. Two days later I found another park next to the university building - it also had its own unique character. 
I think that every city - especially as big as the capital - needs green enclaves and it goes very well in Kiev.  


Charming smiling

Creepy but still charming

Family of lamps (you can see even children! next to)

Crazy colour of uni building

Bench for getting to know each other better

Modern sculpture in the park 
Intriguing elements, small constructions, unique mosaics or futuristic shop displays could be found in the center as well as in the metro stations. I did not feel threatened either on the street or in the 24/7 store after 10 PM. OK, maybe I did not expect additional control at the entrance to the museum, on the airport or square, to see one of the most interesting buildings - House with Chimaeras - just because it is located on the territory belonging to the authorities. I did not even see that the second name is "Horodecki House", after the Polish architect of this building.  

Details from House with Chimaeras

Metro station

Outside of the building: cafeteria on the top

Inside


Quite unexpectedly thing: Ukrainians like coffee! They drink coffee on the run, take-out, and places with coffee are practically on every corner. 
For me, as a person addicted to postcards, Ukraine was a real paradise! I found some really great copies for little money (although I think I spent half my pocket money on them). It is also worth getting acquainted with the activities of the most popular artist in the country. Sweet baby faces from Eugenia Gapchinska are found on postcards, candy boxes, bags and other souvenirs.  



Just Jesus with unicorn 

Some people wonder how to start traveling - I must admit that before that I would not be ready for such an "action". I did not have a ready passport, and the disadvantage of traveling to Ukraine is the compulsion to have it. The gentleman at the office said "there is no chance" of getting it in less than three weeks. I waited a week! On Tuesday, I went to pick up the document. On Thursday I was on my way to the airport. What an unexpected end to the holiday! I am grateful for the support, great fun and preparation of the entire trip plan for my Ukrainian guide and friend. Waiting for another adventures. 


^_^

First one!


PS I know that the quality of photos from my phone does not knock your knees, but forgive him, he survived a lot. 

2.07.2018

Z torebką przy kawie


Czasami zastanawiałam się skąd wzięły się żarty na temat bezkresnej otchłani w damskiej torebce. Dzisiaj, będąc bliżej niż dalej do ćwierćwiecza życia, nareszcie zrozumiałam istniejącą zależność. 
Nieważne jak dużo mam poupychane w torbie/plecaku, zawsze będzie czegoś brakowało. Przekonałam się o tym na mojej stałej ostatnio studenckiej trasie Bydgoszcz – Toruń, którą mam obcykaną co do stacji. Do perfekcji opanowałam również wbieganie do pociągu w ostatniej chwili. 

PKP Toruń, Dworzec Główny

Dzisiejsza akcja należała do tych spontanicznych. Byłam w pracy, gdy dostałam wiadomość „jestem w Toruniu, widzimy się?”. Odezwała się najbardziej poetycka i romantyczna dusza, jaką znam - jedna z moich kompanek na Erasmusie w Chorwacji - Karolina. Widziałyśmy się ostatnio kilka miesięcy temu, więc odrzuciłam wizję spędzenia dnia nad pisaniem pracy magisterskiej (sezon na: bronisz się we wrześniu? Ile jeszcze stron ci zostało? A jaki temat? Uważam za rozpoczęty) i ruszyłam na PKP. 


Zaczęło się. Nie miałam wody, chociaż w 90% wyjść taszczę ze sobą bidon, choć prawie nigdy nie jestem spragniona. Oczywiście chciało mi się pić jak diabli, a nie miałam czasu wejść do sklepu  - tutaj ważna jest wcześniejsza wzmianka o opanowaniu do perfekcji wbiegania do pociągu w ostatniej sekundzie. Identycznie w przypadku przekąsek: kilka tygodni nosiłam w plecaku paczuszkę z łuskanym słonecznikiem, który niepostrzeżenie postanowił wysypać się w jego czeluściach. Nie miałam też ładowarki, a pozostanie w kontakcie w XXI wieku to podstawa, więc nie korzystałam z telefonu. Nie byłoby w tym nic strasznego, ale zachciało mi się zanotować jakąś myśl, porysować, pobazgrać, poudawać, że pracuję nad czymś zaciekle i jestem tak oldskulowa, że używam "pradawnych" metod. Należy dodać, że przez cztery miesiące zawsze nosiłam przy sobie kartkę i długopis (studia), ale jakoś nigdy nie miałam weny w trakcie tej trwającej 50 minut podróży. Gdybym akurat wzięła ładowarkę, zapomniałabym o słuchawkach, co tylko potwierdza moją tezę. Zazwyczaj w takich momentach jestem niemym, skonsternowanym, nieco zażenowanym świadkiem niewybrednych rozmów, kłótni, dyskusji lub, co gorsza, zainteresowani próbują wciągnąć mnie w konwersacje. 
Nic takiego, prawda? Akcje jak ta dzisiejsza zdarzają mi się cały czas w rozmaitych konfiguracjach.

  • Chusteczki. Tylko gdy ich nie mam dostaje ataku kataru siennego.
  • Plastry, plasterki. Raz w roku chcę wyglądać naprawdę kobieco, zakładam obcasy - akurat wtedy nie znajdę ani jednego plastra i akurat w tym momencie buty obcierają mnie najmocniej. Normalnie zawsze jakiś kryje się w portfelu – tego dnia – nie. 
  • Parasol! Cały tydzień jest pochmurnie, chociaż nie pada. W końcu postanawiam zostawić go w domu - leje. 
  • Książka. Raz jeden nie mam ochoty jej nosić -  pociąg jest opóźniony godzinę.  
  • Dowód. Hm, znajome? Chociaż pełnoletność osiągnęłam kilka lat temu, nadal o niego pytają. Na spacerze naszła mnie ochota na cydr, w kieszeni jakieś drobniaki. Mogę zapomnieć.
  • Pieniądze. Czasami budzę się natchniona różnymi autosugestiami w stylu: jak zmienić swoje życie w tydzień. Zaczynam od finansów. Myślę – dobra, dzisiaj biorę odliczoną sumę na zakupy, żeby nie przetrwonić na głupoty. Za każdym razem wtedy coś pięknego, wspaniałego i absolutnie niezbędnego wpadnie mi w oko. Najczęściej w okolicznych lumpeksach. Przebieżka do domu murowana.
  • Kolejna rzecz, kobiecy dylemat – podpaski. Asekuracyjnie zawsze noszę jedną, ale awaria zdarzy się w chwili, gdy akurat zmieniłam torebkę. Dokładnie to samo zdanie mogę odnieść do płynu do soczewek, przyborów do makijażu czy mgiełki do ciała.



Z mniej oczywistych rzeczy, które czasami można znaleźć w mojej torbie:

  • Plastikowa łyżeczka, bo nigdy nie wiadomo czy nie najdzie mnie ochota na serek wiejski.
  • Kłódka, chociaż nie planuję wygrawerować na niej swoich inicjałów, żeby przyczepić gdzieś między Wyspą Młyńską a Operą Nova. Potrzebuję jej na siłownię.
  • Śrubokręt, kto wie, kiedy spadnie łańcuch od roweru i trzeba będzie odkręcić całą konstrukcje.
  • Szczoteczka do zębów, bo różne wyjazdy  i spontaniczne decyzje podróżnicze mnie tego nauczyły.
  • Tabletki na gardło, zwłaszcza zimą, ratują mnie, gdy nagle postanawiam stracić głos. 
Czego nigdy przenigdy nie mam? 

  • Zapalniczka. Tak po prostu. Chociaż czasem się przydaje. Ile to razy trzeba zapalić znicz na cmentarzu, na przykład. 




Tekst na charakter humorystyczny, chociaż boję się pomyśleć co to będzie, gdy doczekam się potomstwa.

Spędziłam bardzo przyjemny dzień i z chęcią mogę polecić dwie kawiarnie, które wysoko plasują się na liście moich ulubionych w Toruniu.


Bread House Cafe  / kokosowa tapioka i smoothie owocowe

Ul. Fosa Staromiejska 2: pachnąco, zdrowo, domowa atmosfera, sporo książek i moje ulubione zielone kanapy 



Post Coffice / PO CO  / pyszna kawusia i super herbaciany dodatek do posmakowania, muskany azotem

Ul. Jęczmienna 17: nowe toruńskie dziecko, od progu czujesz się swojsko, bariści w profesjonalny sposób potrafią wyjaśnić wszystko na temat kawy, mleczka roślinne na plus 


*Miło, że mogę zabierać znajomych odwiedzających bliskie memu serduszku miasto do takich miejsc. 
Tak trzymać!



Popular

Magnetic capitol in my eyes